Forum HOVAWART

Miło nam jest Cię powitać :-). Wybierz: Logowanie / Rejestracja.
18.09.2019 o 06:50:30

Strona główna Strona główna Pomoc Pomoc Szukaj Szukaj Uczestnicy Uczestnicy Logowanie Logowanie Rejestracja Rejestracja Regulamin Regulamin
Forum HOVAWART - kiedy pies odchodzi.. -


   Forum HOVAWART
   Forum HOVAWART
   WHO IS WHO
(Moderatorzy: Admin, moderator)
   kiedy pies odchodzi..
« Poprzedni temat | Następny temat »
Strony: 1 2 3  ...  111 Odpowiedz Odpowiedz Powiadom o odpowiedziach via email Powiadom o odpowiedziach via email Wyślij Wątek Wyślij Wątek Drukuj Drukuj
   Autor  Wątek: kiedy pies odchodzi..  (Czytano 181314 razy)
Madzia
Hovo-Gaduła
***





Gadu-Gadu: 432438 Zobacz Profil WWW E-mail

Płeć: female   Posty: 428
kiedy pies odchodzi..
« o: 15.01.2005 o 20:12:35 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Odejście psa to temat na osobny wątek. Skoro jest miejsce na powitanie na forum, to też musi być miejsce na pożegnania.  
 
To prawda, że odejście boli, jestem z Wami w tym smutku. Bo widzisz tą sierść na dywanie, widzisz jeszcze leżącą miskę, smycz w przedpokoju, tylko do kogo to należy? Tego kogoś juz nie ma z nami. Ja się wypłakałam troche w futerko kici, chyba ból mniejszy, bo jednak kogos głaskałam, całkowitej pustki nie było. Po jakims czasie ogladałam kasety video jak moja psica była malutka, większa, jak rozrabiała, pływała w jeziorze i jak starzała się. Ta kaseta napełniła mnie spokojem, bo zdałam sobie sprawę, ze daliśmy naszej Mati ciepły dom, spędziła z nami 13 szczęśliwych lat i że po prostu śmierć nadchodzi kiedyś. Ważne, zeby miec poczucie, ze odchodzi się kochanym.
 
Pozdrawiam
 
M. i zamyślona Rosine
IP Adres IP zloggowany

www.hovawartka.blog.onet.pl
Ewa_i_Psy
Hovo-Spec
*****



Bojar Chatka Zielarki i Viedźma z Hovgartu

Gadu-Gadu: 1916936 Zobacz Profil

Płeć: female   Posty: 3072
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #1 o: 16.01.2005 o 03:12:25 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Sonia odeszła w czwartek 13 stycznia o godzinie 8.10 rano. Przeżyła 15 lat 3 miesiące i 7 dni. Mam nadzieję, że była ze mną szczęśliwa. Od września ubiegłego roku wiedziałam, że Sonia jest chora (nowotwór złośliwy). Powinnam więc być przygotowana na jej odejście. A jednak.... Nie byłam. Miałam nadzieję, że przeżyje jeszcze jakieś 2 lata. Umierała w moich ramionach. Przez ostatnie godziny dzielnie walczyła o życie, jednak choroba zwyciężyła. Nie było ratunku. Do ostatniej chwili była przytomna, do ostatniego dnia sprawna fizycznie, miała zdrowiutkie serce i ogromną wolę życia. Jednak gdy przyszedł jej czas, nikt nie potrafił jej pomóc. Lekarze mówili, że prawdopodobnie nie cierpiała tylko była ogromnie zmęczona.
Zabrała ze sobą do grobu swój kocyk, obrożę, smycz i miskę - nie potrafiłabym na to wszystko patrzeć, a wyrzucić...? To wszystko należało do niej i tylko do niej.
Sierść na dywanach zostanie jeszcze długo. Nikt z nas nie spieszy się do sprzątania. Nawet poduszeczka, na której kładła głowę leżąc na tapczanie, pozostała tak samo pomięta, jak gdyby dopiero przed chwilą Sonia wstała. W lodówce wciąż stoi garnek z jej jedzeniem ugotowanym w środę rano. To wszystko sprawia, że wydaje nam się, że Sonia jest ciągle z nami tylko śpi gdzieś w kątku, ale zaraz się obudzi, podejdzie, trąci noskiem...
 
Chciałabym podziękować lekarzom z naszej lecznicy, w której ostatnimi czasy byłyśmy częstymi gośćmi.
Leszkowi Sz. i Gosi B., którzy dzielnie walczyli o życie Soni w jej ostanich godzinach, Lucynie Ć., która opiekowała się Sonią po jej 2 operacjach, Wojtkowi J., któremu przypadła niewdzięczna rola bezbolesnego zakończenia Soni życia (także za to, że przyjechał tak szybko, jak to tylko było możliwe). Pani Z. za to, że zawsze witała nas w drzwiach lecznicy uśmiechem i dobrym słowem (a Sonię podrapankiem za uszkami), choć nie należało to bynajmniej do jej obowiązków, gdyż zajmuje się sprawami księgowymi i administracyjnymi a nie leczeniem. Wszystkim - za wyrozumiałość i cierpliwość, gdy następnego dnia przez dobre 2 godziny na zmianę wysłuchiwali moich opowieści z 15-letniego życia mojej suczki (podziękować chciałam także naszemu nowemu młodemu lekarzowi, którego imienia i nazwiska jeszcze nie znam, a który nie znając Soni też dzielnie słuchał moich o niej opowieści).
Dziękuję wszystkim tym, którzy okazali współczucie.
 
Julka - współczuję Ci bardzo, bo dokładnie wiem, co w tych dniach przeżywasz. Smutek, ból, samotność mimo tego, że przecież nie jest się samym. I ta cisza. Bo choć Bojar (albo w Twoim przypadku Kedwesz) naprawdę potrafi narobić wiele szumu, to przecież próbujesz wyłowić ten jeden jedyny dźwięk, szmer, ten którego już nie ma, który zawsze, choćby podświadomie, towarzyszył nam przez te kilkanaście lat, oczy mimowolnie błądzą w poszukiwaniu tego jedynego "elementu" otoczenia, patrzysz w ten kąt, w którym zawsze był ten ktoś, a tu nic, delikatnie uchylasz drzwi, bo może za nimi leży akurat on(a), cichutko przemykasz się koło miejsca, gdzie było jego posłanie, by nie obudzić.... Powiadają, że to mija, ale ja nie jestem tego pewna. Sonia miała kiedyś budę na dworze, ale od około 5 lat (po tym jak dostała reumatyzmu) budy już nie ma - została rozebrana i spalona. A ja wciąż, kiedy wychodzę przez furtkę mimowolnie patrzę w tamtą stronę, żeby sprawdzić, czy nie ma tam Sońki.
Moja mama kiedyś powiedziała do mnie: "Ty to musisz tego psa bardzo kochać". "A po czym to poznać" - zapytałam. "Po tym, jak na nią patrzysz".
 
Pozdrawiam wszystkich, którzy potrafią z miłością patrzeć na swoje psy - Ewa (Bojar śpi, i dobrze, niech nie czyta takich smutnych opowieści)
 
P.S. Sonia nie była hovawartem, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
IP Adres IP zloggowany

Motto dnia: "Dużo wymaga od innych pod względem cnoty ten, który sam mało w cnocie się ćwiczy" (U.L)
"W słowach na pozór tych niewinnych/Wciąż ze zdziwieniem odkrywamy/Że to co mówi się o innych/Najwięcej mówi o nas samych/Bo my lubimy-daję słowo/Stare prawdy odkrywać na nowo" (K.C.B)
Madzia
Hovo-Gaduła
***





Gadu-Gadu: 432438 Zobacz Profil WWW E-mail

Płeć: female   Posty: 428
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #2 o: 16.01.2005 o 08:40:07 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

nie ma kompletnie znaczenia rasa.  
Ewa, wycisnęłas mi łzy z oczu tym postem. Ten ból kiedys chyba mija, tylko nadchodzą chwile, ze ktos czy coś ci przypomni i wtedy łezka. U mnie jeszcze nie minęło, w ogóle to jestem zła na siebie, ze porównuje Rosine do Mati, bo tamta to a ta to. To dwa różne psy i dwie rózne miłości. O tej pierwszej na pewno nie zapomnę. Cieszę się tą drugą.
 
Pozdrawiam Ewa
 
M i niegrzeczna Rosine
IP Adres IP zloggowany

www.hovawartka.blog.onet.pl
Julka
Hovo-Spec
*****





Zobacz Profil

Płeć: female   Posty: 2233
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #3 o: 16.01.2005 o 15:08:38 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Uran miał 14, 5 roku. Dostałam go pierwszego dnia zerówki, żeby mi dodał odwagi. Sama wytaszczyłam go z piwnicy jednego z pruszkowskich bloków, chociaż jego łapy dyndały mi gdzieś koło kostek i ciężko było mi iść, ale za nic nie chciałam go oddać tacie. To właśnie on nauczył mnie, co znaczy pies.
 
W kwietniu zeszłego roku odszedł Jowisz, mój ukochany kot. Zachorował nagle, z dnia na dzień. Miał 13 lat i nie było ratunku, nerki nie pracowały, krew totalnie zatruta mocznikiem. Wtedy okazało się, że nasze zwierzęta nie są wieczne, że ich odwieczna (dla mnie przynajmniej) obecność w domu, w ich ulubionych kątach, to nie jest status quo.  Duży dom bez małego kota stał się tak pusty, że nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić, że może w nim zabraknąć także Urana. Wtedy zdecydowaliśmy się na nowego psa. Niestety, zrobiliśmy to za późno. Kedwesz i Uran nie mieli szansy się zaprzyjaźnić: Uran był już za słaby, za mało pewny siebie, żeby poradzić sobie z wulkanem energii (wiecie, co mam na myśli). Nie był już w stanie ustawić małego do pionu, próby zabawy
kończyły się tym, że Kedwesz wywracał Urana na ziemię, a on długo potem nie mógł się pozbierać. Dom został podzielony na pół, w jednej części był Uran, w drugiej Kedwesz. Niestety, to nasza porażka.
 
Uran był owczarkiem niemieckim, nierasowym. Moja mama twierdzi, że od początku było widać, że coś jest nie tak z jego tylnymi nogami. I to właśnie nogi spowodowały, że odszedł. Był zdrowym psem, o silnym sercu, doskonałej formie. Tylko, że od jakiegoś roku coraz gorzej i gorzej było z chodzeniem. Leczenie nie pomagało.  Drugiego dnia świąt przewrócił się i nie wstawał przez dwa dni. Potem podniósł się jeszcze dwa razy. Nie mógł jeść ani pić z miski, karmiłam i poiłam go ze złożonych dłoni, tylko ode mnie przyjmował pomoc, chociaż ja zawsze byłam w jego hierarchii na końcu. Uran zawsze był typem macho, jego nigdy nic nie bolało, nie przychodził po pieszczoty, nie lubił się bawić. Jego zadaniem i celem było pilnowanie domu i z tego wywiązywał się znakomicie. Serce się krajało, kiedy słyszeliśmy z jego pokoju dramatyczne próby podniesienia się i uderzenie łbem o podłogę, kiedy mu się nie udawało. Póbował całe noce, całe dnie, co kilka minut. To było nie do zniesienia. A kiedy przychodziliśmy mu pomóc, udawał, że nic się dzieje i on leży tak z premedytacją. Macho.
Nasza pani weterynarz podjęła walkę i Uran też walczył. Po zastrzykach sterydowych wstał jeszcze raz, wyszedł do ogrodu na siku, obejrzał swój teren. Wrócił już z pomocą mojego taty. I więcej nie wstał. Prawie do końca był honorowy, nie załatwiał się pod siebie, podnosił głowę do jedzenia. Potem jednak nie miał już siły. Dostał odleżyn, leżał w gorącej kałuży moczu, którego już nie był w stanie utrzymać, skóra zaczynała się odparzać i każdy dotyk bolał. Miał skurcze mięśni, coraz rzadziej podnosił głowę do jedzenia, chociaż jadł jak krokodyl.
 
cdn.
IP Adres IP zloggowany

KEDVES z Mrzygłodzkiej Dziczy 2004-2014
DUBELTÓWKA Tu Pilnuje
-------------------------------------------------------------
www.hovawarty.com.pl
www.polska.hovawart.pl
-------------------------------------------------------------
Galeria Zagryzionych Fafli
Julka
Hovo-Spec
*****





Zobacz Profil

Płeć: female   Posty: 2233
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #4 o: 16.01.2005 o 15:09:16 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

cd.
Najpotworniejsze było to, że nie był chory. Po prostu nie mógł chodzić, a to pociągnęło za sobą straszne konsekwencje. Dlatego decyzja o skóceniu mu cierpień była tak trudna. Powiem Wam szczerze, że momentami chciałam, żeby raczej był chory, wtedy można by było walczyć, mieć nadzieję na poprawę, wyleczenie. Starości nie da się wyleczyć. Chciałam, żeby sam wybrał moment śmierci, chciałam wejść do pokoju i zobaczyć, że nie oddycha. Chciałam wielu rzeczy, których teoretycznie nie powinnam chcieć.
 
Moja mama powiedziała, że kiedy zobaczyła go po śmierci, to dopiero zrozumiała, jak bardzo cierpiał. Leżał rozluźniony, ze spokojnym wyrazem pyska, oczy nie były już przerażone. Dopiero wtedy było widać, jak bardzo był napięty, skurczony przez ostatnie dni, jak bardzo go bolało. To nam pomogło uwierzyć, że podjęliśmy dobrą decyzję, dla naszego psa bohatera, który nigdy nie chciał być skazany na innych.
Teraz znowu jest w ogrodzie, tak jak lubił najbardziej.  
 
Kiedy odchodził, siedziałam z Kedweszem w pokoju. Cały czas na niego patrzyłam. Jestem pewna, że doskonale wiedział, co się dzieje. Cały czas rzucał się na drzwi, piszczał, szczekał, chciał wyjść. A w jednej chwili, nie wiadomo dlaczego, przybiegł na środek pokoju, usiadł i w zupełnej ciszy patrzył na swoje łapy. Wyglądało to naprawdę jak hołd złożony prawie 15-letniemu psu, przez ośmiomiesięcznego szczeniaka. Trwał tak do chwili, kiedy pani weterynarz wyszła z pokoju Urana.
 
Ten dzień był potworny. Nie mieściło mi się w głowie, że jeszcze rano, kiedy się obudziłam Uran był w domu, tak, jak przez ostatnie 14 lat, a wieczorem już go nie było. I nigdy miało nie być. Prawda jest taka, że może pomóc tylko czas. W ciągu niecałego roku straciłam dwoje ukochanych zwierząt, z którymi się wychowałam. Teraz mam Kedwesza, to prawda, jego pomoc w ostatnich dniach i w ogóle każdy dzień z nim jest nie do przecenienia, ale prawda jest taka, że z odejściem Urana skończyło się moje dzieciństwo, jakiś etap w życiu.
 
I tak jak napisała Ewa, niesamowicie ważny jest dobry weterynarz. My na szczęście takiego mamy. I rozumiem, Ewa to, że nie można się na śmierć psa przygotować i uodpornić. Ty wiedziałaś od roku, że nadejdze, my wiedzieliśmu od rana tego dnia, a i tak moment, kiedy zapadła w domu cisza i wiedziałam, że od tej chwili już nigdy nie zobaczę Urana, był jak obuchem w łeb.
 
Madzia, nie złość się na siebie o porównania. My od samego początku widzimy mnóstwo podobieństw między Uranem i Kedweszem, głównie fizycznych. Kedwesz robi takie same miny, w identycznych pozycjach śpi, pilnuje z tych samych "punktów patrolowych" co Uran. To nic złego.
 
Przepraszam, że taki długi ten post, mam nadzieję, że nie wyszło sentymentalnie, ale może kiedyś (mam nadzieję, że jeszcze długo długo nie będzie takiej potrzeby) komuś z Was, albo Waszych znajomych ten watek pomoże. Po sobie wiem, że to ważne nie czuć się w takiej chwili jedynym na świecie.
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a najbardziej uczestniczki tego wątku, Madzię i Ewę. Dziewczyny, widać ze sposobu w jaki mówicie o Waszych psach, że były z Wami szczęśliwe, a to najważniesze.
IP Adres IP zloggowany

KEDVES z Mrzygłodzkiej Dziczy 2004-2014
DUBELTÓWKA Tu Pilnuje
-------------------------------------------------------------
www.hovawarty.com.pl
www.polska.hovawart.pl
-------------------------------------------------------------
Galeria Zagryzionych Fafli
Madzia
Hovo-Gaduła
***





Gadu-Gadu: 432438 Zobacz Profil WWW E-mail

Płeć: female   Posty: 428
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #5 o: 17.01.2005 o 11:36:08 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Julka, bardzo wpółczuję, znowu sie popłakałam po twoim liście. Wiesz, ja sobie trochę winy przypisywałam po odejsciu Mati, bo wszyscy widzieli, ze ona słabnie, a ja mówiłam twardo, ze nie, ona jeszcze dozyje 14 lat (miala je skonczyc 1 lutego tego roku). I pewnej nocy głaskałam ją, taką ciężko dyszącą, moją Mati, która nie jadła, nie załatwiała sie od dwoch dni, płakałam i powiedziałam jej "Zaśnij Mati", miałam właśnie na mysli śmierć. Rano kiedy sie obudziłam, ona już nie żyła. To tak jakby czekała na moją zgodę. Ja sobie wyrzucałam potem, ze nie walczyłam, że zwątpiłam w nią.  
Fajnie, że jest taki watek, gdzie wszystkie mozemy sie tu wypłakac troche.
 
Pozdrawiam
 
M. i leniuchująca Rosine
IP Adres IP zloggowany

www.hovawartka.blog.onet.pl
basinka
Hovo-Maniak
****



basia, Mel Gibson, Nala i reszta;)

Zobacz Profil E-mail

Płeć: female   Posty: 720
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #6 o: 17.01.2005 o 20:18:13 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

A ja uwazam ze wchodzac na ten watek katuje sama siebie... za kazdym razem czytajac kazdy post placze... chyba juz nigdy tu nie zajrze...
IP Adres IP zloggowany

Pozdrawiam wszystkich farciarzy, ktorzy maja to szczescie miec Hova...

Maggin
Hovo-Gaduła
***



Africa Dragonlance czyli Gina

Zobacz Profil E-mail

Płeć: female   Posty: 283
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #7 o: 14.04.2005 o 21:00:13 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Dziewczyny!Ale się spłakałam!Ryczałam chyba z godzinę,juz nawet po zamknięciu komputera.
Tak pięknie napisałyście o swoich psach i ich odejściu.
Ja w grudniu pochowałam Toniczka.Miał 14 lat i był moim pierwszym,wymarzonym i upragnionym psem.Wspaniały kundelek o wielkim sercu.Towarzysz życia "na dobre i na złe".Może uda mi sie kiedyś opisać jego historię.Na razie nie jestem jeszcze gotowa,bo jak tylko zaczynam pisać to łzy nabiegaja mi do oczu.
IP Adres IP zloggowany

fifaza
Hovo-Spec
*****



Banda Huncwotów

Tlen: fifaza@tlen.pl Gadu-Gadu: 824023 Zobacz Profil WWW

Płeć: female   Posty: 1933
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #8 o: 25.04.2005 o 17:46:54 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Witam,
To tak ku pamięci...
http://www.dognet.pl/ogrod/
 
Pozdrawiam
Fi
IP Adres IP zloggowany

Pozdrawiam
Fi
Hodowla Banda Huncwotów
Basza Chatka Zielarki
http://www.working-dog.eu/dogs-details/135188/Basza-Chatka-Zielarki
Atos Sus Armoni
http://www.working-dog.eu/dogs-details/543354/Atos%20Sus%20Armoni/
Hovawarcia Strona Informacyjna www.hovawarty.com.pl
Sabi
Hovo-Bywalec
**



Sabina, Lezli, Wattson......

Gadu-Gadu: 6474352 Zobacz Profil E-mail

Płeć: female   Posty: 87
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #9 o: 11.08.2005 o 12:17:17 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Witam.
 
Nie wiedziałm, że jest już wątek w tym temacie i zaczęłam nowy.
 
Wczoraj odszedł Omen Las Księżniczek.
 
To jest mój drugi pies którego straciłam.
 
Mial nie całe trzy lata i był zdrowym radosnym psem.
 
Jego serduszko nie wytrzymało.
Miał drobny zabieg usunięcia cysty z dziąsła i już się nie obudził. Miał atak serca.
 
Jest mi bardzo ciężko i smutno.
 
Był moim dzickiem.
 
Wczoraj go pochowałam razem z tatą pod jego ulubionym drzewem, dostał w swoją ostatnią podróż bumową zabawkę, z tórą się nie rozstawał.
 
Było jeszcze całe życie przed nim!!!
Nigdy o nim nie zapomnę i nie tylko ja..............
 
 
Sabina i Lezli......
 
IP Adres IP zloggowany
Ewa_i_Psy
Hovo-Spec
*****



Bojar Chatka Zielarki i Viedźma z Hovgartu

Gadu-Gadu: 1916936 Zobacz Profil

Płeć: female   Posty: 3072
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #10 o: 11.08.2005 o 12:31:14 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

O Boże! Tam mi przykro, tak smutno. Tak strasznie mi go żal.  
 
Pozdrawiam, Ewa
IP Adres IP zloggowany

Motto dnia: "Dużo wymaga od innych pod względem cnoty ten, który sam mało w cnocie się ćwiczy" (U.L)
"W słowach na pozór tych niewinnych/Wciąż ze zdziwieniem odkrywamy/Że to co mówi się o innych/Najwięcej mówi o nas samych/Bo my lubimy-daję słowo/Stare prawdy odkrywać na nowo" (K.C.B)
Madzia
Hovo-Gaduła
***





Gadu-Gadu: 432438 Zobacz Profil WWW E-mail

Płeć: female   Posty: 428
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #11 o: 11.08.2005 o 13:06:52 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Sabina, bardzo mi przykro. Nie wiem nawet co napisać. Wyobrażam sobie tylko jak bardzo to musi boleć.
 
M.
IP Adres IP zloggowany

www.hovawartka.blog.onet.pl
Magda_i_Alfred
Hovo-Bywalec
**




Zobacz Profil E-mail

Płeć: female   Posty: 130
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #12 o: 11.08.2005 o 14:21:20 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Bardzo, bardzo Ci współczuję! Kiedyś straciłam psa w podobny sposób - przy okazji usuwania kamienia nazębnego. Wiem jaki to szok i jak strasznie boli! Ściskam Cię serdecznie!
IP Adres IP zloggowany

Nasz album: http://alfred8.pupile.com/
- nowe zimowe zdjęcia!
Basia
Hovo-Spec
*****


Alpaquieta dei Guardiani d Corte, Wena&Lucky za TM

Zobacz Profil

Płeć: female   Posty: 1092
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #13 o: 11.08.2005 o 14:26:56 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Nie czytalam wczesniej tego watku, teraz tez mi sie chce ryczec, bo przeczytalam wszystkie starsze posty i wrocily wspomnienia. Moim pierwszym psem byl czarny, sredni pudel (prawie rodowodowy, bo 7 z miotu, wtedy papiery dostawalo 6). Wlasciwie byl drugi, ale pierwszego nie pamietam - byl z nami kilka miesiecy, potem z dnia na dzien go nie bylo (zatrucie, parwo-do dzis nie wiemy). Podobno wolalam go w nocy, ale mam metne wspomnienia, to bylo ponad 30 lat temu. Yogi, moj drugi pudel, byl najmadrzejszym psem, jakiego widzialam - po 3-4 powtorzeniach uczyl sie wszystkiego, co przyszlo mi do glowy, a pomyslow mialam duzo.... dostalam go, jak poszlam do szkoly. Zyl prawie 17 lat, przezyl moja podstawowke, ogolniak, studia... - wtedy zostal w domu z rodzicami. Chorowal na starosc, popuszczal pod siebie, nie mial sily wejsc do lozka, a spal w nim od zawsze. Moi rodzice na koldrach mieli cerate, na tym koc, a na niej Yogusia - zimno im nie bylo.... Postanowili go uspic (nie powiedzieli mi), jak przyjechalam to go nie bylo.... Bolalo, ale on juz ledwo chodzil, nie widzial, caly czas kapalo z niego.  
Po przerwie pojawil sie Tino - czarny sredni sznaucer, moj swiadomie wybrany i wyczekany piesek. Zyl za krotko, mial niecale pol roku kiedy odszedl na moich rekach. Parwowiroza zabila go w 30 godzin - kilka wizyt u weta, wymioty i wszystko inne, bardzo ostry przebieg. Nie spalam, nie jadlam, tylko caly czas z nim bylam. Wtedy jeszcze nie byly powszechne szczepienia przeciw parwo.  Nie chcialam miec wiecej psow,nie chcialam wiecej tego przezywac, tym bardziej, ze wtedy juz pracowalam (duzo), nie bylo mnie w domu po 10-12 godzin. Ale moi rodzice kupili sobie sznaucerka-tez czarnego sredniaka, takiego czarnego diabla. Ale to juz nie byl moj Tino tylko Turbo, ktory byl zawsze psem rodzicow, a mnie lubil. Wlasnie z nim rozpoczelam epoke wystaw - ze srednimi sukcesami, bo choc byl idealny w typie, to sedziowie woleli te wieksze - wiec zawsze mial idealny opis i slaba lokate. Turbo tez juz nie zyje,  zyl 8 lat, byl nieuleczalnie chory.
A teraz mam moje psy i one maja powiedziane, ze maja zyc dluuuuuuuuuuuuugo, bo nie wyobrazam sobie domu bez nich.
 
Sabino, jeszcze raz wspolczuje,  a braciszek Lucky oblizuje nos siostrze !
IP Adres IP zloggowany

Basia, Alpi-Alpaquieta, wpomnienia po Luckym i Wenie i Karmel-Kot


Mariola.Einstein
Hovo-Bywalec
**





Zobacz Profil E-mail

Płeć: female   Posty: 120
Re: kiedy pies odchodzi..
« Odpowiedz #14 o: 11.08.2005 o 16:06:46 »
Odpowiedz z cytatem Odpowiedz z cytatem

Ja i Einstein z calego serca wspólczujemy Ci Sabi.
IP Adres IP zloggowany

e-mail: einstein.hovawart@interia.pl
Strony: 1 2 3  ...  111 Odpowiedz Odpowiedz Powiadom o odpowiedziach via email Powiadom o odpowiedziach via email Wyślij Wątek Wyślij Wątek Drukuj Drukuj

« Poprzedni temat | Następny temat »

cofnij

Forum HOVAWART » Powered by YaBB 1 Gold - SP1!
YaBB ? 2000-2001,
Xnull. All Rights Reserved.